Rozwój ERP w wersji HTML oczami Zbigniewa Bogusia

Rozwój ERP w wersji HTML oczami Zbigniewa Bogusia

Rozwój technologii zawsze jest sumą losów ludzi, którzy ją tworzą. Skąd wzięli się w środowisku IT? Jak przekładają swoje doświadczenia na rozwiązania, które kreują? Przez lata firma Soneta napisała wiele takich historii. Przyglądamy się im w ramach cyklu rozmów pod zbiorczą nazwą #LudzieSonety.

Zbigniew Boguśkierownik zespołu rozwoju HTML, mobilności i AZURE, w Sonecie od 2006 roku. Od niemal 30 lat związany z branżą oprogramowania, wspomagającego zarządzanie firmami – od programów pracujących w DOS, aż po nowoczesne systemy trójwarstwowe i rozwiązania chmurowe. Doświadczony manager, zarządzający zarówno zespołami projektowymi, jak i dużym, kilkudziesięcioosobowym działem.

Dlaczego Soneta?

Pracuję w branży IT już blisko 30 lat, a przez tak długi czas poznaje się wielu ludzi. W latach 90. poznałem też Roberta Czułę, prezesa Sonety. Pracowaliśmy ze sobą przez jakiś czas. Dzięki temu, gdy na pewnym etapie życia zawodowego poczułem potrzebę nowych wyzwań, Soneta stała się dość naturalnym wyborem. Tym bardziej, że firma tworzyła nowoczesny system ERP, opierając się o nowe technologie. Dla mnie jako inżyniera było to po prostu bardzo atrakcyjne.

Znajomość ludzi na pewno też pomagała.

Oczywiście, znałem ludzi, którzy tworzyli Sonetę. Przychodząc do firmy, poczułem się trochę jak w domu.

Podkreślasz, że Soneta opierała się o nowe technologie. Jak wyglądał jej rozwój w momencie, w którym do nas dołączyłeś?

Kiedy Soneta powstawała, .NET Framework był zupełnie nową technologią. Wówczas inwestycja w nią była pewnym ryzykiem, na które zdecydowali się założyciele firmy. Ja dołączyłem około cztery lata po jej powstaniu, kiedy to rozwiązanie nieco już okrzepło. Nie było jednak jeszcze wykorzystywane zbyt powszechnie w branży ERP.

Od tego momentu jesteś z nami już przez 16 lat. Zaczynałeś od CRM, następnie przeszedłeś przez Handel. Dziś jesteś ukierunkowany na aplikacje mobilne oraz HTML. Co doprowadziło Cię do tego punktu?

Odczuwam potrzebę nowych wyzwań. To trochę jak z małym chłopcem, który zawsze cieszy się z nowych zabawek. Już w momencie, w którym objąłem moduł CRM, zacząłem tworzyć dział wsparcia technicznego. Wówczas było to jeszcze nie do końca skoordynowane – grupa była mniejsza, zdarzały się sytuacje, gdzie wszyscy zajmowali się wszystkim, także wsparciem technicznym. Chciałem się tym zająć, bo technikalia zawsze mnie pociągały. Niedługo potem firma rozpoczęła prace nad przygotowaniem wersji HTML przeznaczonej do pracy w chmurze. W związku z tym, kiedy tylko nadarzyła się okazja, zaangażowałem się w ten projekt.

Mimo długiego stażu pracy starasz się więc podążać za trendami. To nie jest najbardziej oczywiste podejście w wielu branżach. Jak utrzymujesz świeżą głowę?

Dzięki ludziom, którzy są w Sonecie. Nie jestem z tym podejściem samotny – tu po prostu pracują osoby, które są pasjonatami technologii i potrafią zarażać swoją fascynacją. Z drugiej strony jest to, o czym wspomniałem wcześniej: lubię różnorodność. Lubię zmiany. Zbyt długie zajmowanie się jednym tematem mogłoby spowodować u mnie znużenie pracą. W związku z tym bardzo chętnie korzystam z tego, że w Sonecie pracują ludzie, na których mogę się wzorować.

Możesz powiedzieć, że kontakt z nimi jest tym, co najbardziej cenisz w swojej pracy?

Tak, na pewno. To, co mnie najbardziej cieszy, to różnorodność zagadnień, którymi się zajmuję – oraz możliwość brania udziału w nowatorskich technologicznie projektach. To płynie z pracy z ludźmi, od których można się uczyć. Z drugiej strony ja też mam już niemałe doświadczenie, więc dużą satysfakcję daje mi dzielenie się nim z innymi. Po prostu lubię pracę z ludźmi.

Przy poprzednich rozmowach w tym cyklu regularnie okazywało się, że wbrew obiegowej opinii praca w IT jest bardzo społeczna. Ty również to potwierdzasz.

Tu działają dwie kwestie. Jedną stroną są interakcje społeczne, które są dla mnie bardzo ważne. Na przykładzie: gdy tylko minęło zagrożenie pandemiczne, nasz zespół szybko przeszedł do pracy w trybie hybrydowym, by móc się regularnie spotykać. Pewne rzeczy jest dużo łatwiej przepracować przy kontakcie bezpośrednim, niż tylko zdalnym.

Jasne.

Drugim aspektem jest niezbędna różnorodność. Firm informatycznych nie tworzą sami informatycy. Ja z wykształcenia jestem elektronikiem, natomiast pracę dyplomową tworzyliśmy z kolegą pod okiem profesora fizyki. To było niezwykle ciekawe doświadczenie, które nauczyło mnie, że rozwiązania techniczne zawsze projektuje się dla kogoś. Ten „ktoś” nie jest technikiem-informatykiem, ma z tego rozwiązania po prostu korzystać. Trzeba wejść w jego buty, zrozumieć jego punkt widzenia. Poza tym, trzeba oczywiście zdobyć niezbędną wiedzę, która umożliwi to spojrzenie. Ja też musiałem nauczyć się, jak naszą pracę odbierze fizyk.

W Sonecie ta różnorodność jest?

Tak. Patrząc dziś na sto kilkadziesiąt osób, które tworzą tę firmę, widzimy, że informatycy z wykształcenia stanowią tylko jakąś część. Reszta osób to specjaliści w innych branżach. Od finansów, od grafiki, humaniści – mógłbym tak wymieniać. W takiej organizacji ta różnorodność jest niezwykle ważna, by tworzyć oprogramowanie dla ludzi, a nie dla informatyków.

To nigdy nie jest działanie w próźni.

Żartobliwie mówiąc: gdyby informatycy czy programiści sami tworzyli oprogramowanie, to prawdopodobnie nikt poza innymi informatykami nie chciałby z niego korzystać.

Interakcje społeczne są w Twoim wypadku nie tylko wewnętrzne, lecz i zewnętrzne. Często pokazujesz, tłumaczysz dane rozwiązania Klientom czy też Partnerom. Nie zawsze robisz to w standardowy sposób: w 2018 roku podczas Konferencji Partnerskiej wystąpiłeś w stroju Szkota. Takie elementy pomagają przełamać lody?

Zawsze czekam na te spotkania z dużą niecierpliwością. Bardzo lubię nasze coroczne konferencje. Możliwość wystąpienia i pokazania Partnerom, nad czym pracujemy, to z mojej perspektywy ukoronowanie roku ciężkiej pracy. Staram się więc, by te wystąpienia były zawsze dobrze zapamiętane.

Tak na pewno było wtedy.

W 2018 roku przewodnim motywem całej konferencji były elementy szkocko-celtyckie. Uznałem, że mogę sobie pozwolić na takie mniej formalne wystąpienie, szczególnie, że znam się z dużą częścią tych Partnerów od lat. Udało się wzbudzić spore zainteresowanie i mam nadzieję, że prezentacja została dzięki temu szczególnie dobrze zapamiętana.

Wystąpienie Zbigniewa Bogusia podczas Konferencji Partnerskiej 2018

Musiała. To jest najbardziej niekonwencjonalna rzecz, jaką zrobiłeś podczas prezentacji?

Niekoniecznie. Wszystkie wystąpienia, które opracowywaliśmy z Grześkiem Jurczakiem, były mocno niekonwencjonalne. Przygotowując prezentację, zawsze szybko łapiemy nić porozumienia i zaczyna się zabawa. Podsuwamy sobie coraz bardziej odjechane pomysły, potem wspólnie korygujemy je do poziomu „akceptowalnego” na spotkaniu biznesowym. Niemniej, kilka naszych wspólnych prezentacji spokojnie mogło przebijać ten „szkocki” występ solo.

Tu też widać Twoje wieloletnie doświadczenie. Czego uczy prawie 30-letnia praca w branży IT? Tak naprawdę widziałeś, jak ten rynek tworzy się od podstaw.

Przede wszystkim uczy tego, że jedyną stałą rzeczą na świecie są zmiany. Trzeba za nimi nadążać, żeby świat nam nie uciekł. Żadna inna branża nie rozwinęła się przez ten czas tak bardzo, jak IT. W sposób absolutnie niewyobrażalny przed tymi trzydziestoma laty technologie informatyczne wkroczyły w nasze życie, w każdy jego aspekt. Nie sposób odwrócić się, by nie widzieć takich rozwiązań w codziennym użytkowaniu.

To widać również po tym, jak dostępne są systemy ERP. Dziś możemy z nich korzystać w każdym miejscu. Mobilność jest podstawową cechą takiego nowoczesnego programu?

Myślę, że dwa określenia, jakie trzeba byłoby podać dla takiego systemu, to elastyczność i otwartość. Przy czym elastyczność jest tu bardzo szeroko rozumiana. Z jednej strony jest nią możliwość dostosowania do różnorodnych potrzeb. Klienci nie chcą dostosowywać firmy do systemu informatycznego – oczekują, że to system będzie można „ułożyć” tak, by pasował do ich działalności. Z drugiej zaś, elastyczność to też możliwości czysto techniczne. Przykładowo: enova365 może być wykorzystywana jako system desktopowy, aplikacja HTML, czy na urządzenia mobilne. Stacjonarnie lub w chmurze. Jestem w stanie korzystać z niej z dowolnego urządzenia.

Swobodne działanie.

Tak. Natomiast co do drugiej z cech – otwartości – chodzi o to, że dzisiejszy świat karmi się informacją. Ona musi mieć możliwość swobodnego przepływu między różnymi systemami. W wypadku systemów ERP mówimy o zasilaniu ich informacją zewnętrzną, lub też eksportowaniu do narzędzi analitycznych. Chodzi o otwartość na współpracę z innymi rozwiązaniami informatycznymi.

Twoja codzienna praca odbywa się w dużej mierze w obrębie HTML. Jaką rolę odgrywa ta wersja w kształtowaniu nowoczesnego systemu ERP?

Kluczową. Gdyby nie ona, dostępność systemu byłaby realnie dużo mniejsza. Akurat enova365 początkowo powstawała jako wersja desktopowa, możliwa do zainstalowania na komputerach z systemem Windows. Wymagała sieci lokalnej do pracy. Wersja HTML znosi to ograniczenie. Komunikujemy się w obrębie sieci internetowej, z dowolnego miejsca i urządzenia. Jednocześnie system nadal jest bezpieczny, zarówno od strony jego architektury, jak i możliwości technicznych jakie daje w tym zakresie infrastruktura sieciowa. Bez HTML nie byłoby otwartości.

Wspominaliśmy o zmianach. Nad jakimi teraz pracuje Twój dział, jaki będzie kierunek rozwoju enova365 w HTML?

W tej chwili prowadzimy działania w dwóch istotnych obszarach. Pierwszym jest Soneta WebAPI, czyli nasz serwer do komunikowania się ze światem zewnętrznym. Wprowadzamy tam zmiany w sposobie autoryzacji żądań, które zwiększą bezpieczeństwo dostępu i przetwarzania informacji. To jest obszar, o którym wspominałem – rozwijamy otwartość i dostępność komunikacji.

Drugi jest z nim powiązany?

Drugi to poprawa ergonomii interfejsu HTML-owego. Wersja HTML ma już 10 lat, przechodziła jedną rewolucję w tym aspekcie – dziś wprowadzamy zmiany ewolucyjne. Świat idzie naprzód, ten interfejs się zmienia, musimy wyjść temu naprzeciw. Myślę, że już w marcu użytkownicy będą mogli się cieszyć z lepszego, bardziej intuicyjnego menu. Dalsze zmiany są zaplanowane na większość roku.

W tym roku wchodzimy w kolejną dekadę istnienia. Ty byłeś częścią Sonety przez zdecydowaną większość tego czasu. Jak oceniasz drogę, jaką przebyła firma?

Tak jak już wspominałem wcześniej: gdy rozpoczynałem pracę w 2006 roku, całą firmę tworzyło dwadzieścia kilka osób. Z jednej strony wszyscy doskonale się znali i panowała rodzinna atmosfera, a z drugiej – ta sytuacja wymuszała to, że czasami wszyscy zajmowali się wszystkim. Dziś jest nas dużo więcej, system jest dużo bardziej rozbudowany. Mamy kilka różnych wersji, rzeszę klientów, którzy z nich korzystają. Do tego dochodzi zmieniające się otoczenie prawne. Niekiedy „wypuszczamy” nawet kilkadziesiąt wersji programu w ciągu roku.

Jest co robić.

Ta złożoność bezpośrednio wymusiła duże zmiany w organizacji. Powstały wyspecjalizowane działy: wsparcia, sprzedaży, marketingu, długo by wymieniać. Jesteśmy na zupełnie innym poziomie, niż wówczas. Cieszy mnie natomiast to, że utrzymała się atmosfera. To przejawia się zarówno w takich formalnych rzeczach – na przykład tym, że mówimy sobie po imieniu – ale również w bezpośrednich relacjach. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, to wie, że może zwrócić się do innego. Współpracujemy jak jeden organizm.

Rodzinna atmosfera pozostaje.

Tak, chociaż jest to już bardzo duża rodzina.

Wielopokoleniowa. Na koniec jeszcze wracając do Ciebie samego: w jaki sposób „odciążasz się” z obowiązków w wolnym czasie?

Na przykład… szyję kilty, w których występuję na konferencjach.

O proszę, nie wiedziałem, że to własnoręczne.

Tak, choć oczywiście to nie był prawdziwy szkocki tartan. Atrapa z polskiej, kraciastej flaneli, ale własnoręcznie wykonana. Natomiast tak konkretniej mówiąc, lubię znajdować sobie proste, nieskomplikowane zajęcia manualne. Wtedy odpoczywa psychika. Od wiosny do jesieni pracuję w ogródku, poza tym czytam książki – chociaż ostatnio częściej sięgam po audiobooki, niż papier. Z aktywności fizycznych: rower i weekendowe wyprawy w góry. Z racji odległości zazwyczaj są to Beskidy, ale nie ukrywam, że największym sentymentem darzę Bieszczady.

ikona demo systemu ERP enova365
Wersja demo systemu enova365

Przetestuj produkt enova365 i poznaj jego możliwości

prezentacja
Umów bezpłatną prezentację

Spotkaj się z Autoryzowanym Partnerem enova365